Dane adresowe:

Muzeum Saturn w Czeladzi
ul. Dehnelów 10
41-250 Czeladź
tel.: 32 265 42 93, 32 265 42 98
e-mail: muzeumczeladz[at]gmail.com

Jesteś na: Strona główna / Aktualności

Aktualności

13 STY 2021

KLIK - SATURN. "Czeladzkie pogwarki" cz 2

Dziś kontynuujemy cytowanie wczorajszego artykułu dotyczącego Czeladzi i czeladzian, zamieszczonego w gadzinówce „Dziennik Poranny” z 1941 roku. W drugiej części artykułu, po pełnych pochwał słowach o prawdziwie szczerej naturze mieszkańców miasta nad Brynicą („a przy tem wszystkiem szczerzy i serdeczni, szczerzy jak złoto, gdyś z serca do nich przemówił i serce im okazał”), autor, choć chwaląc upór i konsekwencję, pokusił się o komentarze zaprawione dużą dawką jadu i niesprawiedliwości wobec mieszkańców Czeladzi, powołując się jakoby na zasłyszane o nich opinie. A zatem:

 

„Czeladzianie to naród dziwnie zawzięty i uparty. Gdy tylko się czeladzianin uprze, to choćby i djabeł z piekła był przeciw niemu, nie da rady. Proces z Mieroszewskimi prowadzili przeszło 300 lat i choć rożne miał on koleje, choć niekiedy i siłą trzeba było się upomnieć o swoje, to czeladzianie postawili na swoim. Po 300 latach wprawdzie, ale grunta za Brynicą leżące wróciły do prawych właścicieli. Nie mniej charakterystyczny proces toczył się około roku 1907 między czeladzianiniem Koniecznym a zarządem kopalni Saturn. Kopalnia w skutek nie wglądnięcia w plany i niedopatrzenia budowniczego wystawiła duży dom, którego część stała na terenach należących do Koniecznego. Konieczny podczas budowania domu nic nie mówił, ale gdy budynek stanął, już pod dachem, wówczas zaprotestował. Kopalnia, widząc, że sprawa jej jest przegrana, chciała się zgodzić i za 5 m kw. gruntu zaofiarowała mieszczaninowi więcej niż 250 kg srebra, t.j. dwa przeszło wory pieniędzy, (właściwie około 18.000 rubli, a ponieważ 1.000 ważył 16 kg to 18 tys. około 288 kg). Ale hardy i dumny mieszczanin nie zgodził się i doszło do sporu. Zarząd kopalni przegrał jednak i dom trzeba było zburzyć. Tacy już byli i są czeladzianie.

Czeladzianie wynosili się zawsze nad innych. Sami mawiają o sobie, że pochodzą od szlachty szwedzkiej, która tutaj osiadła podczas wojen Karola Gustawa, i stąd też czeladzianów nazywamy także szwedami. Wymawianie u czeladzian „s” i „c” jako „sz” i „cz” należało do nadzwyczaj dobrego tonu. Kto lepiej „czedził lub „szeplenił” ten większą był otaczany powagą. Przybyszów jednak nie cenił ten miły ludek czeladzki. Pragnęli oni żyć swem własnem życiem, spokojnem i cichem, własnemi troskami i radościami, bez wtrącania się w nie innych. Na obcego, który na krótko choćby zatrzymał się w mieście, mówili patrząc z podełba „czudży”. Do najgorszych zatargów dochodziło podczas odpustów czy jakichś zjazdów. W karczmie, gdy obcy wcisnęli się w koło tańczących, zaraz szedł wśród obecnych cichy pomruk: „szmyczkiem go, bo to cudży” i intruz nawet nie wiedział, kiedy znalazł się na ulicy. Nawet w kościele, podczas nabożeństwa czeladzianie nie mogli nigdy pozwolić na to, aby ktoś obcy znalazł się bliżej ołtarza. Wypychali po prostu przybysza łokciami, podając sobie jeden drugiemu znane hasło „cudży, cudży”.  

W Czeladzi krążą najrozmaitsze prócz tego pogwarki radosne i wesołe, a które trudno naraz zebrać. Może kiedyś opowiemy znów o innych ojcach tego kochanego miasta, o ich troskach i radościach. O tem jak „Nieszporka szkrobnęło, gdy mu worek oszkrabin szmyszki szkradli, o Baci ciekawym, co pieniędzy szukał, a kapustę znalazł o i wielu, wielu innych”.

 

Ot, taki obraz czeladzian i Czeladzi prezentował okupacyjny „dziennikarz”.

 

wszystkie aktualności rejestr zmian wiadomości

Redakcja strony: Aktualności Rejestr zmian

  • Podmiot udostępniający informację: 
  • Pierwsza publikacja:  
  • Aktualizacja publikacji:  
  • Wytworzenie publikacji:  
  • Zatwierdzenie informacji:  
Drukuj Liczba odwiedzin: 56

Obsługa i nadzór techniczny: IntraCOM.pl